Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, czy jednak nie, ale.. Mam słabość do zapachów. Kolekcjonuję wszystkie zapachowe świeczki (później żal mi wypalić, ale idzie mi coraz lepiej), przypisuję zapachy do różnych momentów w moim życiu, doskonale pamiętam każdy z nich, gdy czuję go następnym razem - świetnie go kojarzę, zawsze wywącham konkretny zapach w tłumie i.. jestem maniakiem jeśli chodzi o pachniacze.
Po prostu nie potrafię normalnie funkcjonować, jeśli nie użyję jakiejś wody toaletowej. Cała moja kolekcja liczy aktualnie 23 flakoniki. Czy to już nałóg? Nie wiem, możliwe.
Znam tylko jedną osobę, która nigdy nie dała się uwieść żadnemu z moich zapachów, której bardzo rzadko zdarzało się cokolwiek poczuć, a wiele osób sprowokowałam właśnie ciekawą wonią.
Jaki stąd wniosek? Wśród wielu ludzi, można zaistnieć nie tylko rozmową, wyglądem, zachowaniem,
ale i zapachem!
Dziś przychodzę do Was z jednym z nich. Tym, którego historia jest specyficzna, tym, z którym chciałam się momentalnie pożegnać, a wąchając go teraz wiem, że byłby to tragiczny błąd!
Źródło: klik
A oto i on, piękny ' Marcelek '! Zdobi dumnie moją półeczkę, sprawia wrażenie luksusu. Pięknie prezentuje się na wystawie, jeszcze piękniej na skórze.